Szturm służb na Dolnym Śląsku, zatrzymania i wywóz do Holandii. Co kryje się za akcją w ZOO Łączna? Dym, kordony policji rozkładające ręce i tłumaczące, że „wykonują tylko rozkazy”, zatrzymania właścicieli oraz nocne transporty do Holandii i nieznanych azylów. Dramatyczne wydarzenia z ostatnich dni wokół prywatnego ogrodu zoologicznego ZOO Łączna na Dolnym Śląsku wstrząsnęły lokalną społecznością i wywołały falę oburzenia. Na naszych oczach rozgrywa się scenariusz, który rodzi pytania o granice prawa, rzeczywiste intencje organizacji „ochrony zwierząt” oraz to, gdzie w tym wszystkim podział się prawdziwy dobrostan. Masowe zatrzymania i policja bez odpowiedzi Działania służb w Mieroszowie przypominały obławę na groźną grupę przestępczą. Wstępne wejście policji i prokuratury zakończyło się zatrzymaniem pięciu osób związanych z prowadzeniem ogrodu i opieki nad zwierzętami. Zamiast spokojnej weryfikacji warunków przez uprawnione organy państwowe, wyznaczono kordony policji. Gdy zrozpaczeni opiekunowie i protestujący mieszkańcy pytali o podstawy tak gwałtownych kroków, funkcjonariusze bezradnie powoływali się na polecenia z góry. Władze i prokuratura z jednej strony głośno dementują, jakoby dążyły do całkowitej likwidacji placówki, a z drugiej – za plecami opinii publicznej wyprowadzają z wybiegów najcenniejsze okazy. Tygrys i egzoza wywiezione do Holandii. Gdzie jest transparentność? Najbardziej niepokojącym wątkiem całej akcji są nocne transporty. Jak oficjalnie potwierdzono, w ramach pośpiesznej akcji wydano świadectwa zdrowia na wywóz co najmniej 21 cennych osobników – w tym tygrysa bengalskiego, kangurów, papug, surykatek i małp – bezpośrednio za granicę, do Holandii. Kolejne zwierzęta trafiają do wskazanych przez aktywistów podmiotów w Polsce. Pojawia się proste pytanie: dlaczego prywatny, unikalny majątek hodowlany i rzadkie gatunki są wywożone tysiące kilometrów dalej, zanim zapadną jakiekolwiek prawomocne wyroki sądowe? Sprawy sądowe i batalie odwoławcze potrwają lata. Nawet jeśli za kilka lat sądy przyznają rację właścicielom ZOO Łączna, odzyskanie zwierząt wytransferowanych do zagranicznych fundacji czy prywatnych azylów graniczyć będzie z cudem. Czy mamy tu do czynienia z legalnym mechanizmem przejmowania unikalnych gatunków o ogromnej wartości rynkowej i hodowlanej pod przykrywką haseł o ich „ratowaniu”? Absurd „obrońców”: Od kota na drzewie po naloty z policją Cała sytuacja obnaża głęboką hipokryzję i asymetrię w funkcjonowaniu tzw. organizacji pro-zwierzęcych. Gdy zwykły obywatel potrzebuje pomocy dla cierpiącego zwierzęcia, potrąconego sarny przy drodze czy chociażby kota uwięzionego na drzewie – telefon do większości mianowanych „obrońców” kończy się milczeniem lub odesłaniem do Straży Pożarnej i Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej. Aktywistów próżno szukać w trudnych, nieopłacalnych i codziennych sprawach. Nagle jednak, gdy na horyzoncie pojawia się prywatna placówka z cenną kolekcją zwierząt egzotycznych, generująca zasięgi medialne i ogromne możliwości zbiórek internetowych, te same organizacje zjawiają się z szefami fundacji, zapleczem prawnym i asystą kordonów policji. Masowy transport to ogromny stres. Kto odpowie za skutki? Każdy wykwalifikowany weterynarz i hodowca zna pojęcie szoku transportowego. Nagły odłów, pętanie, wsadzanie do klatek i wielogodzinny przewóz dostawczymi busami w nieznane miejsce to dla dzikiego zwierzęcia potencjalny wyrok śmierci. Ładowanie egzotycznej fauny w atmosferze przepychanek, pośpiechu i stresu generowanego przez dziesiątki funkcjonariuszy jest całkowitym zaprzeczeniem humanitarnego traktowania. Rodzi się pytanie do prokuratury i aktywistów: czy ewentualne upadki i śmierć wywożonych zwierząt w trakcie lub tuż po transporcie do Holandii również zostaną przypisane dotychczasowym właścicielom? Czas na twardy nadzór nad „przemysłem interwencyjnym” Sprawa ZOO Łączna pokazuje, że w Polsce stworzono niebezpieczny precedens. Państwo dopuściło do sytuacji, w której na podstawie zawiadomień organizacji społecznych i bez prawomocnych rozstrzygnięć sądowych można zamknąć legalnie działającą placówkę, zaaresztować opiekunów, a majątek w postaci zwierząt rozdać lub wywieźć za granicę. Redakcja RaportPolski24.pl domaga się pełnej jawności: Publikacji imiennej listy i dokładnych miejsc pobytu wszystkich zwierząt wywiezionych z Dolnego Śląska. Niezależnej kontroli stanu zdrowia zwierząt w miejscach, do których zostały przetransportowane. Prześwietlenia powiązań finansowych i personalnych pomiędzy organizacjami wnioskującymi o odbiór a podmiotami przejmującymi wywożone z Polski osobniki. Nie ma zgody na to, by walka o dobrostan zwierząt stawała się pretekstem do bezkarnych działań pod osłoną policyjnych kasków.

Dym, kordony policji rozkładające ręce i tłumaczące, że „wykonują tylko rozkazy”, zatrzymania właścicieli oraz nocne transporty do Holandii i nieznanych azylów. Dramatyczne wydarzenia z ostatnich dni wokół prywatnego ogrodu zoologicznego ZOO Łączna na Dolnym Śląsku wstrząsnęły lokalną społecznością i wywołały falę oburzenia. Na naszych oczach rozgrywa się scenariusz, który rodzi pytania o granice prawa, rzeczywiste intencje organizacji „ochrony zwierząt” oraz to, gdzie w tym wszystkim podział się prawdziwy dobrostan.

Masowe zatrzymania i policja bez odpowiedzi

Działania służb w Mieroszowie przypominały obławę na groźną grupę przestępczą. Wstępne wejście policji i prokuratury zakończyło się zatrzymaniem pięciu osób związanych z prowadzeniem ogrodu i opieki nad zwierzętami. Zamiast spokojnej weryfikacji warunków przez uprawnione organy państwowe, wyznaczono kordony policji.

Gdy zrozpaczeni opiekunowie i protestujący mieszkańcy pytali o podstawy tak gwałtownych kroków, funkcjonariusze bezradnie powoływali się na polecenia z góry. Władze i prokuratura z jednej strony głośno dementują, jakoby dążyły do całkowitej likwidacji placówki, a z drugiej – za plecami opinii publicznej wyprowadzają z wybiegów najcenniejsze okazy.

Tygrys i egzoza wywiezione do Holandii. Gdzie jest transparentność?

Najbardziej niepokojącym wątkiem całej akcji są nocne transporty. Jak oficjalnie potwierdzono, w ramach pośpiesznej akcji wydano świadectwa zdrowia na wywóz co najmniej 21 cennych osobników – w tym tygrysa bengalskiego, kangurów, papug, surykatek i małp – bezpośrednio za granicę, do Holandii. Kolejne zwierzęta trafiają do wskazanych przez aktywistów podmiotów w Polsce.

Pojawia się proste pytanie: dlaczego prywatny, unikalny majątek hodowlany i rzadkie gatunki są wywożone tysiące kilometrów dalej, zanim zapadną jakiekolwiek prawomocne wyroki sądowe? Sprawy sądowe i batalie odwoławcze potrwają lata. Nawet jeśli za kilka lat sądy przyznają rację właścicielom ZOO Łączna, odzyskanie zwierząt wytransferowanych do zagranicznych fundacji czy prywatnych azylów graniczyć będzie z cudem. Czy mamy tu do czynienia z legalnym mechanizmem przejmowania unikalnych gatunków o ogromnej wartości rynkowej i hodowlanej pod przykrywką haseł o ich „ratowaniu”?

Absurd „obrońców”: Od kota na drzewie po naloty z policją

Cała sytuacja obnaża głęboką hipokryzję i asymetrię w funkcjonowaniu tzw. organizacji pro-zwierzęcych. Gdy zwykły obywatel potrzebuje pomocy dla cierpiącego zwierzęcia, potrąconego sarny przy drodze czy chociażby kota uwięzionego na drzewie – telefon do większości mianowanych „obrońców” kończy się milczeniem lub odesłaniem do Straży Pożarnej i Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej. Aktywistów próżno szukać w trudnych, nieopłacalnych i codziennych sprawach.

Nagle jednak, gdy na horyzoncie pojawia się prywatna placówka z cenną kolekcją zwierząt egzotycznych, generująca zasięgi medialne i ogromne możliwości zbiórek internetowych, te same organizacje zjawiają się z szefami fundacji, zapleczem prawnym i asystą kordonów policji.

Masowy transport to ogromny stres. Kto odpowie za skutki?

Każdy wykwalifikowany weterynarz i hodowca zna pojęcie szoku transportowego. Nagły odłów, pętanie, wsadzanie do klatek i wielogodzinny przewóz dostawczymi busami w nieznane miejsce to dla dzikiego zwierzęcia potencjalny wyrok śmierci.

Ładowanie egzotycznej fauny w atmosferze przepychanek, pośpiechu i stresu generowanego przez dziesiątki funkcjonariuszy jest całkowitym zaprzeczeniem humanitarnego traktowania. Rodzi się pytanie do prokuratury i aktywistów: czy ewentualne upadki i śmierć wywożonych zwierząt w trakcie lub tuż po transporcie do Holandii również zostaną przypisane dotychczasowym właścicielom?

Czas na twardy nadzór nad „przemysłem interwencyjnym”

Sprawa ZOO Łączna pokazuje, że w Polsce stworzono niebezpieczny precedens. Państwo dopuściło do sytuacji, w której na podstawie zawiadomień organizacji społecznych i bez prawomocnych rozstrzygnięć sądowych można zamknąć legalnie działającą placówkę, zaaresztować opiekunów, a majątek w postaci zwierząt rozdać lub wywieźć za granicę.

Redakcja RaportPolski24.pl domaga się pełnej jawności:

  1. Publikacji imiennej listy i dokładnych miejsc pobytu wszystkich zwierząt wywiezionych z Dolnego Śląska.
  2. Niezależnej kontroli stanu zdrowia zwierząt w miejscach, do których zostały przetransportowane.
  3. Prześwietlenia powiązań finansowych i personalnych pomiędzy organizacjami wnioskującymi o odbiór a podmiotami przejmującymi wywożone z Polski osobniki.

Nie ma zgody na to, by walka o dobrostan zwierząt stawała się pretekstem do bezkarnych działań pod osłoną policyjnych kasków.

Foto:Ilustracyjne