Wiele osób błędnie zakłada, że zakończenie związku automatycznie kończy problem przemocy domowej. Historia z ubiegłego tygodnia pokazuje, że agresorzy często nie akceptują odejścia ofiary, a prawo przewiduje surowe konsekwencje za nękanie i groźby także po rozstaniu.
Dramat kobiety w powiecie kamiennogórskim
Do policjantów z Kamiennej Góry zgłosiła się kobieta, która od dłuższego czasu nie mieszkała już z mężem. Mimo fizycznego rozdzielenia stron, mężczyzna nie dawał za wygraną. W dniach 11–12 lutego br. dwukrotnie nachodził kobietę, kierując wobec niej brutalne groźby pozbawienia życia oraz uszkodzenia ciała.
Napastnik po każdej awanturze uciekał z miejsca zdarzenia, licząc na bezkarność. Dzięki zdecydowanej postawie pokrzywdzonej i sprawnej akcji dzielnicowych z Komisariatu Policji w Lubawce, agresor został namierzony.
Zatrzymanie i zarzuty
35-latek początkowo próbował uniknąć odpowiedzialności, barykadując się w swoim obecnym miejscu pobytu. Ostatecznie jednak wpuścił funkcjonariuszy i trafił do aresztu. Mężczyzna usłyszał już zarzut znęcania się nad kobietą, za co polski Kodeks karny przewiduje karę od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.
Pełna ochrona prawna po odejściu od sprawcy
Policja przypomina o kluczowej zasadzie: osoba doznająca przemocy ma prawo do pełnej ochrony i wsparcia również po rozstaniu. Jeśli dochodzi do zachowań przemocowych po odejściu, pokrzywdzona ma prawo do takiej samej pomocy, jak w czasie wspólnego zamieszkiwania.
W tej konkretnej sprawie funkcjonariusze natychmiast zastosowali rygorystyczne środki zapobiegawcze:
- Wdrożenie procedury Niebieskiej Karty.
- Zakaz zbliżania się do miejsca zamieszkania pokrzywdzonej.
- Zakaz zbliżania się bezpośrednio do kobiety.
- Bezwzględny zakaz kontaktowania się z ofiarą.
Konsekwencje łamania zakazów
Warto podkreślić, że odizolowanie sprawcy od ofiary jest monitorowane. Jeśli 35-latek złamie którykolwiek z nałożonych zakazów, narazi się na dodatkową odpowiedzialność za wykroczenie. W takim przypadku grozi mu natychmiastowy areszt, ograniczenie wolności lub wysoka grzywna.
Ta sytuacja jest sygnałem dla wszystkich osób znajdujących się w podobnym położeniu: nie czekaj, aż groźby zostaną spełnione. Prawo stoi po stronie osób pokrzywdzonych, niezależnie od tego, czy agresor jest obecnym, czy byłym partnerem.
Foto:Policja
